Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
22:53

Penny Pulp #20* - Gosenheim


* poniższy odcinek proponuję traktować jako bonusowy, to znaczy może będą jego bezpośrednie kontynuacje, a może tylko pośrednie. Z okazji dwudziestej pulpy rzucam tu garść odpowiedzi, które i tak najprawdopodobniej tylko spowodują nowe lawiny pytań... Ale czy nie tego się spodziewaliście? *


Mam stłuczony mały palec u nogi, więc nie bardzo mogę się ruszać... Podziękowania należą się mojemu psu, kurwa mać, ale to już wiecie.
Na domiar złego, wszyscy chyba się zorientowali, że siedzę w domu, więc co chwila telefony: A to kredyt (nie, dziękuję), a to usługa telefoniczna (nie, dzięki), a to ten facet z AMO Services (zestaw męskich lalek z ich mikrochipami, aha, na pewno, oczywiście, panie żabko), a to kredyt (spierdalaj), a to rodzice Kleo, a to promocja w hurtowni kabli, a to chuj wielki i szelki. Wyłączyłem telefon. Do dupy niech sobie dzwonią. Rodzice Kleo i tak mają przyjechać, tylko są w jakiejś Tajlandii, gdzie sprzedają te swoje technogwoździe. Kleo chodzi po sąsiadkach i rozpytuje o wioskę widmo, a ja siedzę i modyfikuję francuski mikrochip. Prędzej się zesram, jeśli męska lala mojej produkcji nie będzie miała obejścia i zworki nastawionej na zdalne sterowanie. A jak ją wymontują, to mogą sobie lalę w dupę wsadzić, bo wszystkie bezpieczniki są na tym jednym obwodzie, haha. Tak sobie myślałem i mruczałem do siebie z lubością, lutując i przekładając kabelki.
Późnym popołudniem przyszła Kleo ze Ślepnirem, który wyglądał na jakiegoś uczesanego, niezarobaczonego, w ogóle czystszego niż zazwyczaj. Dosłownie błyszczał. Kleo, jak zwykle, również mieniła się w oczach, ale może to halucynacje od lutownicy?
Kim jesteś i coś zrobiła z moim psem? Zapytałem, drapiąc go za uszami i dyskretnie sprawdzając, czy nie ma robaków. Nie miał.
Kleo Sewittz! Wykrzyknąłem. Coś ty zrobiła z moim psem?! Gdzie są te nie do wytrzebienia kolonie dziwnych robaków? Te glisty, tasiemce, wszy, pchły, chrząszcze, pijawki i reszta?
Doktorze, bo ja nie wiedziałam, co zrobić! Powiedziała, naprawdę smutna i poczułem się głupio. Przysiadła swą kształtną pupą na wolnym brzegu stołu.
Ale, eee, co się stało?
No bo ja chciałam się dowiedzieć, co to w końcu z tą wioską obok, a pani Schwalbe, Weiss, Schwartz, Komos i Weltshlang kazały mi obiecać, że nikomu nie powiem, i...
I co?
No i wykąpałam pieseczka, odrobaczyłam i wzięłam ze sobą na rozmowy...
Przez chwilę nie rozumiałem. A potem zrozumiałem.
Kleo Sewittz, czy ty właśnie socjotechnicznie i technologicznie obeszłaś obietnicę daną tym starym czarownicom? Kleo z głośnym jękiem wciągnęła powietrze, a na twarzy jej pojawiła się nieopisana groza.
Co? Spytałem.
Skąd doktor wiedział, że są czarownicami?
***
Wiedziałaś o tym? Spytałem Kleo po tym, co usłyszeliśmy z psa, jak Ślepnir wyszedł na dwór się potarzać, a my patrzyliśmy, jak godziny pracy Kleo poszły na marne w kwadrans.
Mama mi nigdy nie opowiadała... A babcia odeszła, jak byłam malutka. Myśli doktor, że to dlatego...?
Nie wiem, Kleo. Nie wiem. Ale to mi się wszystko zaczyna układać...
W co?
W... Jeszcze nie wiem.
I nic więcej nie pamiętam. Nula, nic.
***
Obudziłem się później na leżaku. Obok mnie leżała Kleo, która przywarła do mnie, niemalże przylgnęła, całym ciałem jak mała dziewczynka do ogromnego psa. Zachodziło słońce, a za plecami słyszałem ciche chrobotanie i jakieś głosy.
Tak pięknie wyglądają razem... Oooch, aż chce się żyć, prawda?
Chrząknięcie.
Przepraszam, zapomniałam, ale to tylko figura retoryczna, panie Hoffmanie... Niech pan dba o nich, o niego też.
Hoffman gadał chyba z którąś z tych starych bab... Ale nie wiem. Nie widziałem. Znowu urwał mi się film.
***
Następnego dnia obudziłem się w łożu Kleo, ale nie pamiętam, żebym się doń kładł. Dziwne. Kleo też się obudziła, też zdziwiona.
Doktorze?
Kleo?
Mam dziurę w pamięci chyba, nie wiem co mi jest... Nigdy się tak nie czułam!
Ja też nie pamiętam niczego... Miałem palec stłuczony. I... Auć! Dalej mam. Zegarek... Pokazuje, że Ślepnir obrabował bankomat dwa dni temu.
Kojarzę, że coś Ślepnirek... Ale co? Pojęcia nie mam...
Ja też. Sprawdzę czarną skrzynkę... Przywołasz?
***
Odtwarzaliśmy z Kleo nagrania z psa. Chaotyczne bajania starych bab, na pierwszy rzut oka zwykłe bajdurzenie po niemiecku i polsku jednocześnie. Odsiałem szumy, chroboty, drapanie, głos Kleo i przejeżdżające samochody. Zostały tylko nieuporządkowane urywki rozmów.
"Dawno, dawno temu, we wsi obok, zwanej melodyjnie Gęśle, z niemiecka dawniej Gosenheim, (...) się siedziba Sabatu Wolnych Czarownic. W skrócie Sawoc, jak mówiłyśmy. Założył go w 1899 roku Wilhelm (...), aby skupiać... Leczące, akuszerki, zdolne, gramotne i też te po prostu dziwne kobiety w jednym miejscu. Chrrr..."
"Kleo, kochanie, zrobić ci rumianku? No, co to ja... Na miejscu wyludniającej się z przyczyn bardzo trywialnych, bo z powodu budujących się w okolicznych miastach fabrykach, wsi Gosenheim, powstał pierwszy sabat wolnych czarownic.
A potem (...) wojna. Najpierw pierwsza, gdzie Gosenheim przetrwał niemal nienaruszony; i druga... (...) Najstraszliwsza. Wtedy czarownice ukryły Gosenheim. Stworzyły pętlę na drodze, gdzie wjeżdżający wpadali w fałdę czasoprzestrzeni. Naprawdę. Zawsze na tej drodze w ułamku sekundy traci się kwadrans, prawda? To pozostałość pętli Sawoc."
"Twoja matka i ty wyglądacie tak samo... Jak twoja babcia."
"Obiecano im nasze (...) tereny pod uprawę jeśli wydadzą Gosenheim"
"Sawidz, sabat widzących, czy też sawoc, należał do najpilniej strzeżonych sekretów regionu. Nawet bardziej niż ten Alfred i to jego podziemne zło, eee, ale nie źle o zmarłych, jak nie trzeba. Oni tak pięknie razem z tym księdzem, zawsze razem... "
"A potem przyszli czerwoni. Śmierdzące (...) dzikusy w tych swoich śmierdzących czołgach odnalazły nas, to było straszne..."
"Żaden nie przeżył do końca wojny"
"W Alfredzie wtedy coś pękło i (...)"
"Zgwałcili nas wszystkie: Mnie, moją mamę, moje siostry, wszystkie nasze dziewczyny... Okrutnie, wielokrotnie. Spalili nasz szpital, nasz sabat, nasze kuchnie i... Wszystko. Prawie wszystko spalili. Zamordowali wszystkich, poza naszą szóstką... Eee, mną, Szwalbą, Czarną, Białą, małą Komos, (...), no i ten, robi się późno..."
"Te sku-kurwysyny, be-bezbożne fajfusy, ta dzicz, ta swo-wołocz! uff... Ekhm. Te skurwysyny zniszczyły w pięć dni to, co my budowałyśmy w pocie czoła przez lat czterdzieści i (...). Wyglądasz prawie tak samo jak twoja babcia, wiesz? Ona... Ona, eee... Też była taka piękna... Jezu, dziecko, zabijesz się w tych szczudłach!"
"Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego ty potrafisz to zobaczyć, a inni widzą tylko pole?"
"Wiesz, jak działasz na (...) to przez nią właśnie i przez Sawidz"
"Ten doktorek też to widzi? Jak to?"
"Twoja babcia... Ach, Marta była najpiękniejsza z nas wszystkich."
"Ukryłyśmy w kominie"
"Po wojnie osiadłyśmy tutaj, żeby mieć baczenie na Gosenheim. To bardzo ważne, a twoja matka specjalnie blokuje..."
"Ten doktorek... Ufasz mu?"
"Przeklęłyśmy wszystkich, którzy doprowadzili do naszego nieszczęścia. Dopóki ostatnia z nas żyje..."
"Naturalnie biegła w sztuce miłości"
"Naznaczone dzieci zdrajców"
"Piekło pochłonie"
"To widać"
"To mówisz, nie jest doktorem? Ahaaa"
Ślepnir umilkł. To był koniec nagrania. Kleo i ja spojrzeliśmy po sobie. To całkowicie zmieniało postać rzeczy.
Wyszliśmy z jej sypialni. W dużym pokoju, na bardzo drogiej, solidnej i ręcznie szytej skórzanej sofie, jak króliki gzili się Rosalie i Albrecht, rodzice Kleo. Ona miała na sobie tylko wysokie, różowe buty podobne stylem do tych Kleo, a on był goły jak święty turecki. Oboje mieli też kowbojskie kapelusze.
Oni tak na serio? Spytałem Kleo, jak zahipnotyzowany patrząc na skaczące, okrągłe pośladki jej matki, która ujeżdżała jej ojca, aż iskry szły. Rozumiesz coś z tego, Kleo?
O... Obawiam się, że możemy nie widzieć całego obrazka, doktorze. Powiedziała bardzo trzeźwo Kleo. Może powinniśmy być ostrożniejsi...
Zostawiamy temat na kiedy indziej i wracamy do łóżka? Zaproponowałem.
Tylko tym razem się rozbierzmy, powiedziała Kleo i poszła przodem, kręcąc kształtnym, okrągłym tyłeczkiem. Jej buty stukały głucho po ozdobnym gresie, gdy "wychodziła" z bielizny.
Nie idzie doktor? Powiedziała, wchodząc na wysokie łóżko, jak skradający się kot.
Ja nie idę?

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl