Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
22:55

Penny Pulp #21 - Środki uspokajające


Są dni, że mi piere na dekiel i trzeba dać mi coś do połknięcia, najczęściej baterię leków refundowanych z psychiatryka. Wtedy wysyłam listy i odbieram telefony, otoczony ciepłymi szczurami i zimnymi spojrzeniami sąsiadów. Wtedy dzwonią telefony.
Krukarnia, słucham, mówię, odbierając telefon. Jakiś dziwny numer, pewnie jakaś facetka.
Trina Bialska, mówi miły, choć nieco zachrypnięty głos, czy powiedział pan "drukarnia"?
Nie, droga pani, choćbym chciał, niestety, nie drukarnia. Krukarnia to jest. Wyjaśniłem, ale taki hałas w tej słuchawce, że nie wiem, czy usłyszała.
Ahaa... Mówi pan, krukarnia, krukarnia, coś mi to mówi... Zastanawia się na głos facetka. Dziwna jakaś, dzwoni i nie wie po co? Ani pomyłka, ani nic?
No raczej powinno, kurwiszka, przecież to pani do mnie dzwoni, co nie? Rzeknę nagle do słuchawki poirytowany.
Krukarnia... Kontynuuje babka. Kruki hodujecie?
Właściwie to nie, tak tylko mówię, jak telefon odbieram, faktycznie to gabinet salon piękności kosmetyczny.
Facetka nic. W tle jakieś wiercenia, szlifowanie i koncert tercetu mariachich. Albo coś takiego.
Pani, kurwa, mówię grzecznie do telefonu, linię pani zajmuje a ja na ważny telefon czekam.
Tak właśnie przypuszczałam! Krzyczy mi w słuchawkę uradowana facetka.
To czyli co, bo nie wiem? Pytam, bo chcę wiedzieć. A facetka nic. No kurwa. Rozłączam się. Nic się nie dzieje. Wyciągam kabel ze ściany. Nic. Walę w przestarzały, plastikowy telefon z pięści. Nic.
Pani, kurwa! Krzyczę. Daj pani spokój! Idź pani w chuj!
I wychodzę, trzaskam stopami na kaflach, tup tup człapię po trzech schodach i siadam zdezorientowany na cegle, na stuletniej cegle, właściwie trochę małe z niej siedzonko, ale usiąść muszę, bo mnie coś telepać zaczyna. I jak mnie już telepie, to czas na gruszkę.
Idę po nią, przynoszę, stawiam przed sobą i rozchylam jej pośladki, żeby zakosztować słodyczy i bogactwa smaku. A gruszka ma przykazane nic nie mówić, sama zresztą nie miałaby nic do dodania, szaleństwo jest, a jak jest to też i nie ma, więc tylko czasem jęknie, jak pożerając ją, smyrgnę w pestkę, niby niechcący. A jak skończę gruszkowe szaleństwo i język mam nieco skołowaciały, idę do telefonu z powrotem. A gruszka może wrócić do pilnowania mnie w tym stroju z brokatem i cekinami. Mam takie wiry, że mógłbym nie zauważyć.
Kabelek do ściany, słuchaweczka do ręki i telefon odbieram. Dzwoni.
Katolickie centrum wypożyczania pająków
Thinktank Poznań (brzmi mądrze, nie wiem co to jest)
Komenda policji w Brudnym Wazonie
I moje ulubione
Fundacja imienia Emilii Kacap
I za każdym moim słucham czy w czym mogę pomóc, jest wkurwiony petent, który usiłuje się dodzwonić do biura, które wysłało mu trochę starej zakurzonej tapicerki, kawałki płaskorzeźby gipsowej z seksem grupowym i zdjęcie superblondyny z wielkimi cycami z numerem telefonu napisanym na odwrocie. I reklamą domowego środka na życie, wszechświat i całą resztę o smaku czosnku lub malin... i zaproszeniem do wpadnięcia w odwiedziny.
Najczęściej dzwonią po płaskorzeźbę, jebani zboczeńcy. Taka chujowizna, to nie moi przyjaciele, tylko jakieś fiuty gluty, każdy tylko ruchać, najebać się, rzygać i telewizję oglądać. Rzygać mi się chce jak o tym myślę, więc wzywam moją samobieżną gruszkę na dwóch szpilkach i oddaję się fieście, buszując wśród słodkiej lepkości.
Kleo nie lubi jak biorę środki uspokajające... Nie jestem sobą, powiada. Dobrze, że bromu nie jem, rany.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl